Unosi się powoli nad horyzontem z bolesnej czerwieni poranka, odkrywa tajemnicę ciemności, bezimienna siła wynurza je na powierzchnię życia. Masz kolejną szansę udowodnić sobie i światu, że jesteś częścią cudu, przyjąć wyzwanie, zacząć wszystko od nowa. Zapomnij o snach, które poddajesz analizie, pozwól wczorajszym zmartwieniom odejść wraz z ciemnością, przyjmij dar, którego nie wolno odrzucać - wolność.
Przymknij delikatnie powieki żeby lepiej usłyszeć to, co dzieje się wokół, przyjmij z wdzięcznością każdą chwilę tego dnia, podaruj sobie najlepszy moment życia właśnie teraz. Kiedy rozproszą się dźwięki poczuj jasność pod powiekami; to znak, że życie nie ma końca, że ciemność zależy tylko od Twojej akceptacji. Jeśli dasz szansę światłu wypełni Cię bez reszty, każdy wdech wchłania ciepło i jasność, każdy wydech wyprasza ciemność poza horyzont duszy. Niech ognisty podmuch żółci i czerwieni zmieszany z błękitem wędruje w głąb Ciebie, zatrzymaj go w sercu, napełnij nim umysł, pozwól przeniknąć do krwi, nich krąży wraz z nią po całym ciele.
Im wolniej i pełniej oddychasz, tym dłużej zatapiasz się w chwili obecnej, przestajesz rozróżniać granice świata w Tobie i poza Tobą. Teraz możesz być tam gdzie zechcesz, możesz być kim chcesz, odczuwasz radość i spokój. Nie musisz nic robić, a wiesz, że będzie się działo, nie obawiasz sie już niczego bo wszystko jest takie jak być powinno.
Od dziś już nic nie jest takie samo, spokój który Cię ogarnia zdaje się być wszędzie...Czujesz jak wdzięczność wypełnia Ci serce, jak umysł chłonie każdą chwilę radości z powodu Twojego istnienia; nie ma "tam" i "tu", nie ma już "ja", które ulega rozproszeniu.
Zauważyliście może, gdzie chowają się dzieci, kiedy coś przeskrobią? Mają swoje miejsca, gdzie czują się bezpiecznie, gdzie niby nic nie może im się stać. Każdy potrzebuje swojej oazy, samotności, odosobnienia.
Pewien mędrzec o ksywie Osho organizował spotkania terapeutyczne w swoim ośrodku. W takich spotkaniach uczestniczyło sporo osób, często byli to ludzie bogaci, właściciele dużych firm. Jednym z najczęściej stosowanych tam ćwiczeń było "wywlekanie duszy na zewnątrz"; każdy mógł wyrażać na swój sposób to co czuje, co go boli, ale musieli zapomnieć o obecności innych i robić to na co mają ochotę. To co tam się działo przechodzi ludzkie pojęcie, ludzie płakali, modlili się, tańczyli, śpiewali. Jeden z uczestników przeszedł samego siebie próbując w szale zepchnąć w przepaść samochód kolegi, który był powodem jego zazdrości, jeszcze inny zdjął z siebie całe ubranie i wskoczywszy na drzewo począł wydawać małpie dźwięki; czasem trudno było nad tym zapanować. Nie wiem, czy byli naćpani, czy nie...był tam kategoryczny zakaz używanie narkotyków, ale nie o to chodzi. Istotą tego ćwiczenia jest uzewnętrznienie emocji, wyjście poza zachwaszczony ogród własnych przeżyć. Każdy może mieć własny, najlepszy dla siebie sposób ich wyrażania. Jedni potrzebują spowiednika, osoby bliskiej, której mogą zaufać, inni zaś potrafią przez łzy oczyścić duszę; tym którzy tego nie potrafią jest naprawdę ciężko, ale nic nie szkodzi można temu zaradzić.
Jeśli lubisz chodzić do kościoła to idź, ale zrób to kiedy sam możesz pobyć ze swoim Bogiem, jeżeli musisz uwolnij się od napięć waląc w worek treningowy(polecam wszystkim), gdy brak Ci czasu żeby chodzić na salę gimnastyczną powieś go w garażu. Wyznacz sobie jakieś miejsce w domu, mały kącik do medytowania i nigdy nie zaśmiecaj go sprawami codziennymi, rzeczami, niech to będzie Twoja "świątynia". Znajdź miejsce w lesie, w parku, nad rzeką(jej szum często koi nerwy), na plaży. Jest wiele takich miejsc.
Wracając do walenia w worek to trzeba jasno podkreślić, że nie chodzi o wizualizowanie postaci, która wedle Twojego mniemania stanowi źródło kłopotów. Po nabraniu pewnej wprawy w treningach takie "rozładowanie emocji" może skończy się dla tej osoby tragicznie w realu. Trzeba zrozumieć jedno: zwalczamy złe emocje, nie złych ludzi. Wszelkie szyderstwa, obelgi i przykrości jakie nam chcą zafundować to nic innego jak nasz sposób odbierania słów, gestów i zachowań . Ty chłoniesz ten świat, interpretując i dokonując oceny, Ty wybierasz, że co jest dobre lub złe.
Taniec, śpiew, fizyczne zmęczenie to dobrzy terapeuci. Nasze emocje spinają ciało: masz sztywny kark, zmęczone oczy, kręgosłup, dretwieją Ci nogi, masz częste migreny...szczególnie takie migrenowe ataki trzeba przełamać, kiedy czujesz, że nadchodzi fala przełam świadomość nadchodzącego bólu,daj z siebie wszystko, niech boli, ale nie dawaj mu szansy do pokonania Ciebie...wal w ten wór swojej słabości.
Każdy wysiłek niesie za sobą określone konsekwencje dlatego najpierw poradźcie sie lekarza, co w danym schorzeniu jest niedopuszczalne do wykonania, trzeba racjonalnie dobrać wysiłek. Za to medytować, modlić się, śpiewać możecie zawsze.
"Porozmawiaj" ze swoim bólem, zmartwieniem, dylematem; jeżeli powraca dość czesto przygotuj sie na powitanie. Dziwnie to brzmi, kiedy skręca ciało lub duszę, łatwiej zacząć od duszy, ale trzeba zachować się podobnie. Czego oczekuje lekarz odbierając poród od matki i dziecka? ODDECHU, własciwego oddechu potrzeba aby latwiej wydać na świat nowe życie i tak samo noworodek musi zapłakać; jeśli nie wrzaśnie, coś jest nie tak. Każda fala bólu, czy to dotyczy żołądka, serca, narządu ruchu wymaga skoordynowania oddechu z ich pracą. Wszyscy wielcy mędrcy tego świata w swoich medytacjach podkreślają jak ważna jest dla zachowania równowagi zdolność wyciszenia umysłu przez złapanie właściwego rytmu oddychania. Człowiek z wiekiem zatraca niestety umiejętność oddychania przeponą, dziecko czyni to naturalnie, bo tylko taki rodzaj nabierania i wydychania powietrza zapewnia właściwe rozprowadzenie tlenu po organizmie.
Wlaściwe rozpoznanie intruza leży w Twoim interesie, zatem nazwij to co Cię gnębi, ból można nazwać, naprawdę. "Witaj bólu serca, brzucha, zęba...witaj migreno, depresjo, zawodzie miłosny, tragedio rodzinna, długu."
Bardzo ważne jest uświadomienie sobie, że wszystko co złe, a Ciebie spotyka ma swoje żródło w Tobie; Twój umysł zaprosił kiedyś tę chorobę,odebrał Ci władzę nad wszystkim co robisz, Twoja samotność, zmartwienia, bankructwa i dylematy są w Tobie. Słyszę już glosy protestu, że to brednie, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie chce chorować, martwić się a już na pewno umierać na własne życzenie. Myśli, którymi napychasz sobie głowę są pełne niespodzianek i atakują przez bramę nieświadomości dość nagle. Musisz sobie uzmysłowić, że takie objawy jak niestrawność są również ich efektem. Czasem coś tak bardzo Ci smakuje, że choć wiesz,że zaszkodzi i tak tego spróbujesz, ale inni nawet czkawki po tym nie dostaną. Teraz też odezwą się poszkodowani w wypadkach, którzy nie byli ich sprawcami...gwarantuję, że byly chwile w ich życiu, przebłyskich myśli typu"gdyby to ja tam leżał?" Bombardujesz świadomość tysiącem myśli, wydarzeń, produkując zmartwienia na skalę przemysłową, dając tym samym poprzez podświadomość sobie i innym znak gotowości do działania...i się dzieje.
Jedno tragiczne przeżycie z dzieciństwa może powalić twój organizm chorobą w starszym wieku, zaatakowana dusza traumą zmartwień zamyka się w sobie dając wyraz w psychicznym zatraceniu, jesli masz silny organizm najczęściej Twoim towarzyszem staje się szaleństwo. Wpływ czynników środowiska zewnętrznego ma oczywiście znaczenie, ale zazwyczaj jest jedynie dodatkiem do całości.
(Pani Szymborska to wspaniała Kobieta, Człowiek, nie pamięta kiedy zaczęła palić, wie że to Jej w niczym nie przeszkadza, Jej dusza jest wolna i znajduje swój wyraz w pięknie poezji. Za to pan Tadzio nigdy nawet nie dotknął papierosa i po 55 latach żywota umarł na raka płuc. PAMIĘTAJCIE PALENIE NIKOMU NIE SŁUŻY - to kwestia wyboru.)
Wybacz sobie wszystkie błędy, wybacz wrogom i przyjaciołom drobne i wielkie urazy. Wielkoduszność w połączeniu ze szczerością to potężna broń w walce o wolność duszy. Bez pokazu i fałszywej dumy w geście tej wielkoduszności może tkwić sekret twojego wyzwolenia. Poczuj jak ciężar spada z ramion, jak inaczej wygląda świat pozbawiony złości, zawiści, rozpamiętywania - poczuj się wolny(-a). Kiedy zrozumiesz sedno swojego istnienia nic nie będzie w stanie Cię urazić, stłamsić i upokorzyć. Od tej chwili zawsze dokonasz właściwego wyboru, pójdziesz dobrą drogą bo nic już nie będzie takie samo.
Wnikaj w głąb swoich pragnień i niech nic ich nie zmąci, możesz je zmieniać, lecz cel powinien pozostać ten sam . Dowiedz się kim jesteś i czego pragniesz, jeżeli nie dziś to jutro, ale staraj się o to, pisz, analizuj. Dbaj o swoje dobre strony(jest ich mnóstwo) i nie oglądaj się na opinię innych, tylko im współczuj a zostawią Cię w spokoju, ponieważ to ich niemoc i bezsilność szukają w Tobie wad.
Czy nie lepiej poczuć, że nikt nie może Cię niczym obrazić, naruszyć dobrego imienia, stłamsić Twoich pragnień?Stąpaj twardo po ziemi ciesząc się chwilą, niech spacer wypływa z natchnienia, piekna każdego szczegółu,spokoju. Wierz mi, można tak żyć !!! Już nie musisz bać się nikogo i niczego, bo żadna osoba ani rzecz nie mają nad Tobą władzy. Proś o wszystko a to dostaniesz, nie wstydź się marzeń.
Zastanawiasz się co mnie tak nawiedziło? Piszę o tym jak zmienia się mój świat, jak wiele jeszcze muszę się ODUCZYĆ, ABY DOTRZEĆ do ideału, o którym mowa, ale te momenty natchnienia, które mnie "nawiedzają" właśnie masz przed sobą. Nie potrafię tego wytłumaczyć, nawet nie chcę, nazwij to jak chcesz. Pomyśl za to, że w tym jest radość( moja wewnętrzna), wolność dzielenia się z Tobą czymś niewytłumaczalnym, nieograniczonym i przpełnionym miłością do wszelkiego stworzenia.
Tym, którzy wstydzą się słów wzniosłych, górnolotnych, obszernych od razu tłumaczę, że robią błąd nie wyznając szczerze swoich uczuć, które stłamszone czynią Wam krzywdę. Umiejętność wyrażania siebie uwalnia od chorób, trosk i problemów, miejcie odwagę dzielić się z innymi wszystkim co jest dla Was ważne i nawet jeśli weźmą Was za "wariata" cieszcie się, że wnętrze wypenia to co na zewnątrz i odwrotnie.
Dziś bądźcie swobodni i pozbawieni trosk, tego Wam życzę.
Osho713
P.S. Polecam film "Grek Zorba" i równie piękną książke pod tym samym tytułem, autor Kazantzakis.
Do czego nam pamięć? To bardzo złożona sprawa, lecz może skupmy się na tym, co warto pamiętać? Samo ciało wyposażone jest w "zmysł" pamięci; od wrzątku po zimno przez lekkie mrowienie, smak, zapach i wszystko co potrzebne by przeżyć. Mamy też pamięć, która nas niszczy, ogranicza i nie pozwala się rozwijać. Głównie to złość, uraza, niechęć, jedno przeżycie z dzieciństwa, niektórzy nawet sięgają w głąb wymarłych pokoleń, okresu płodowego. Można spierać się bez końca, czy pamiętanie z kim poszło się do łóżka ostatniej nocy jest ważne, czy też nie ma najmniejszego znaczenia - często jesteśmy sumą naszych wspomnień, które niestety są martwe.
Najważniejsze jednak aby mieć w sobie zapis człowieczeństwa, prawdziwej natury, która nie zna powodu, dla jakiego jesteśmy skłonni wyrządzić innym krzywdę. Nie potrafimy całkiem odciąć się od przeszłości, ponieważ zapis genetyczny, choć mutuje, zakłada przekazywanie w chromosomach cech wspólnych.
Mając na koncie wiele traumatycznych przeżyć, nosząc na skórze blizny po wypadkach z przeszłości możecie cieszyć się życiem zachowując w duszy swoistą oczyszczalnię przeszłości. Pielęgnując dobro, chęc niesienia pomocy innym, myśląc pozytywnie o swojej przyszłości dajemy sobie szansę na szacunek dla własnej przeszłości i moc uniesień w teraźniejszości. Umysł jest na tyle sprytny, że bawi się z nami w co tylko my chcemy. Kiedy jednak dorzucimy odrobinę własnej woli do kopczyka pomysłów jest on w stanie dać nam szansę na pozytywną przemianę.
Często podkreślam jak ciężko walczyć z przyzwyczajeniami, posiąść umiejętność zmiany dotychczasowego nastawienia do świata i ludzi, podjąć wyzwanie przekraczające nasze pozornie ograniczone możliwości. Zazwyczaj te bariery wynikają z kurczowego trzymania sie przeszłości, rozpamiętywania zdarzeń, które czegoś nas "nauczyły", ale...Łatwiej jest jednak tym, którzy zdobyli umiejętność ODUCZANIA SIĘ...To wydaje się takie banalne, oczywiste, lecz spójrz na własne codzienne życie, pewne nawyki bardzo przeszkadzają, a jednak nie robisz nic aby to zmienić. Otyłość jest dzieckiem przeszłości, złość na sąsiada jest dzieckiem przeszłości, dawne niepowodzenia paraliżują do dziś Twoją kreatywność w tworzeniu nowego biznesu...
i jeszcze tysiące innych rzeczy.
Nie można udawać, że nic się nie stało, ale nie należy też rozmyślać, że znów nastąpi. Trzeba dać sobie szansę dostrzeżenia cudu przemijalności, niepowtarzalności ludzkich zachowań; każdego dnia jesteśmy wyjątkowi, przenikamy przez rzeczywistość co chwilę pod inną postacią, odbieramy inaczej świat zewnętrzny.
Dążysz do stabilizacji, pewności jutra i dobrze, ale czy jesteś w stanie zapanować nad emocjami, gdy coś popsuje Twoje plany? W tym tkwi sekret zdrowego umysłu, rezerwa wiary i nadziei w połączeniu ze zdrowym rozsądkiem.
Niepewność też jest na swój sposób cudem, ponieważ poszerza nasze możliwości, daje pewien komfort zmiany w przypadku błędu...
Zastanawialiście się kiedyś dlaczego na widok czarnego kota, który przetnie drogę Waszego marszu dokonujecie rytualnego odwrotu? Zdarza się to przeważnie wtedy, gdy musicie dokonać czegoś ważnego jak zdać egzamin, pogodzić się z rodziną, przejść trudny dzień w pracy itp. To tylko przykład, ale obrazuje idealnie pewien rodzaj zaprogramowania umysłu, gdy zasiewacie w nim myśl, o której trudno zapomnieć - jeśli choć na sekundę pozwolicie sobie na rozważania o niepowodzeniu stanie się ono Waszym udziałem. Nawet jeżeli uda się o nim zapomnieć to pod koniec dnia, w trakcie analizy, przywołacie w myślach ten moment tłumacząc sobie w banalny sposób przyczynę klęski. Gorzej jeżeli sąsiad jest hodowcą czarnych kotów!!!
Są na tej ziemi ludzie, których żywot we wszystkim co robią opiera się na pechu, klęska goni klęskę . Dla wytłumaczenia sobie tego faktu najprościej go zaakceptować i nie wnikając w szczegóły pogodzić się z faktem swojej beznadziejności. Taki to już los, taki to już kot...
Przypuśćmy jednak, że dwie osoby idą na ten sam egzamin, obie posiadają taką samą wiedzę z tą jednak różnicą, że jedna z nich ma wpisany program "dam radę", a druga "na pewno się nie uda" Program "pechowiec" działa od samego rana idealnie napotykając po drodze czarne koty, walcząc z rostrojem żołądka, pocąc się itd. Program "będzie dobrze" korzysta z życia, spędza miło czas, uśmiecha się, bawi...Przypuśćmy, że jednak oboje nie zdają egzaminu. Jedna porażka będzie końcem świata, druga mobilizacją do nauki, by zdać poprawkę.
Z perspektywy czasu, patrząc na problemy dnia dziesiejszego każdy z Wam chciałby wrócić na maturę, zdać jeszcze raz ten trudny egzamin ze studiów, bo wie, że tak naprawdę w porównaniu z tym czego dziś doświadczamy to była pestka.
Moi Drodzy wniosek jest prosty, nie jesteśmy doskonali i dlatego potrzebny jest dystans do wszystkiego, co nas otacza, odrobina wewnętrznej wolności od utartych schematów, zabobonów, myśli które czynią z nas niewolników opatrzności. Nie ma czegoś takiego jak pech czy szczęście, chyba że w totolotku. Jesteśmy sumą naszych myśli i wyobrażeń, nasza świadomość pozwala nam dokonywać wyboru, ale to podświadomość odnajduje właściwą drogę. Zastanawianie się nad czymś, że mogliśmy to zrobić lepiej jest zbędne, bo zawsze tak jest, iż coś może być lepiej zrobione, stworzone, bliskie perfekcji, czy ideału. Szczytem ignorancji jest myślenie, że tylko my(ja) potrafimy robić coś najlepiej na świecie...Czar nie opiera się na wysłuchaniu pochlebstw ze strony otoczenia, przełożonych(zawsze znajdzie się ktoś, kto skrytykuje nasze postępowanie, "jeszcze się taki nie urodził..."), istotą jest poczucie dobrze spełnionego obowiązku, radość z powodu dokonania czegoś, co czasem tylko nam się śniło. NIe wstydźcie się rzeczy dobrych, ale nie obrastajcie w piórka, bo po stokroć dłużej będą pamietać Wasze klęski...
Strategia sukcesu opiera się na stworzeniu czegoś, co przykuwa uwagę, ale przewrotność ludzkiej natury sprawia, że więcej złych niż dobrych rzeczy trzeba napisać, aby mieć z tego pieniądze. I bardziej staje się to odkrywcze gdy dopiszemy, że w takim repertuarze lubuje się nasz naród. Pisałem już o tym kiedyś, że wszelkie wiadomości zawarte w mediach niosą ze sobą głównie treści negatywne. Wewnętrzny świat człowieka ( jego umysł, podświadomość) dla zdobycia czegoś dobrego potrzebuje jednak bodźców pozytywnych i dlatego, choć może zabrzmi to mało marketingowo, powinniśmy pielęgnować pozytywne wzorce ludzkiej natury.
Wiedza na temat trzęsienia ziemi w Chile dla pana Kowalskiego tak naprawdę ma trzeciorzędne znaczenie, ponieważ jego rodzina mieszkająca w Pułtusku pewnie nigdy nie odczuje jego skutków. I choć filozof z dużą wyobraźnią może temu zaprzeczyć to jednak przeciętne życie Kowalskiego nie zmieni się do momentu aż sam nie dorośnie do myśli, że może je zmienić.
Różnica pomiędzy Kowalskim a Nowakiem polega głównie na umiejętności dokonywania wyboru, radzenia sobie w trudnych sytuacjach, chęci posiadania, stopnia wiary we własne możliwości...każdy jednak z nich może wyjść poza własną strefę komfortu bez zbytniego wysiłku...skoro ktoś zaprogramował ich umysły na odbierania świata w ten a nie inny sposób to w chwili zastanowienia oni sami będą mogli zapanować nad swoimi emocjami i siłą woli mogą odłączyć to oprogramowanie...
Wiecie na czym polega sekret ludzi zapadających na choroby układu trawienia?...Na reakcji w sytuacjach wywołujących stres....Większość ludzkich dolegliwości opiera się na zaburzeniach wywołanych sytuacjami stresowymi. Możecie jeść w najlepszych restauracjach, jadać domowe obiadki, pić cudowne eliksiry, zajadać witaminy, ale i tak jeśli nie zapanujecie nad własnymi emocjami ugrzęźniecie we wrzodowej papce.
Najciekawsza z dzisiejszych wiadomości jest taka, że jeśli macie silny układ trawienny to wylezie Wam wspomniany już stres czymś innym, zatem nawet łuszczyca jest uleczalna w warunkach zmiany nastawienia do świata, ale...
...zmiana musi rozpocząć się w Waszym wnętrzu, umyśle, uświadomieniu sobie, że właśnie ja mam w ręku narzędzia, które odmienią w moim życiu wszystko. Tak naprawdę Kowalski nie może mieć wpływu na to co zrobi Nowak jeśli sam Nowak nie pomyśli, że to wina Kowalskiego...i zamiast z głębi serca życzyć mu wszystkiego co najlepsze postanowi odpłacić w równie okrutny sposób.
Jeśli dojdziecie w końcu do wniosku, że trzeba coś w życiu zmienić to dopuście do swoich myśli dobre rzeczy, spróbujcie przeprogramować dotychczasowy schemat na coś innego, bardziej twórczego, coś co sprawi, że Kowalski się do Was uśmiechnie, wyciągnie pomocną dłoń w najmniej dla Was oczekiwanym momencie i wszystkim będzie miło...
...tylko, że przeprogramowanie wymaga małego wysiłku, zmiany dotychczasowego nastawienia, zmusza abyśmy to my wyciągnęli pierwsi dłoń..i tu zaczyna się problem... małe ćwiczenie na najbliższy tydzień: proszę ułożyć zestaw miłych i budujących zwrotów powtarzanych rano i wieczorem w odniesieniu do własnej osoby, znajomych, potencjalnych wrogów.
Przykład: Dzięki mnie świat staje się lepszy, ciepło mojego serca ogrzewa sobą domową atmosferę (w pracy/w kontaktach z sąsiadem). Każdy dzień przybliża mnie i moich bliskich do dobrobytu, każda chwila w mojej obecności sprawia, że ludzie czują się ze mną doskonale etc....
Każdy może zrobić to w indywidualny sposób, właściwy dla danej sytuacji...jeśli ma coś co go gnębi gwarantuję, że sobie z tym poradzi...smutne jest tylko to, że z dobrych wieści tak mało czerpiemy dla siebie korzyści, ponieważ wielu przez to może stracić pracę...:)
Możesz wierzyć we wszystko, co usłyszysz, możesz wierzyć w ból, który Cię ogarnął; pozwolisz sobie na luksus zaufania do pięknych słów, drobnych gestów, upojnych nocy, świeżo pachnących rosą poranków...i tysiaca innych cudownych lub tragicznych chwil. Kiedy poczujesz , że zabrakło Ci marzeń a siła wspomnień zleje sie w jednolitą masę i nazwiesz ją życiem to zawsze możesz uwierzyć w siebie, w swój cud samotności bez względu na to ilu jest wokól Ciebie przyjaciół, braci i sióstr. W obliczu takiej chwili masz tylko jedną możliwość: zanurzyć się w całości w tą otchłań by z odmętów tej beznadziejności zbudować coś od nowa...Spróbuj zrozumieć jak ważne dla Ciebie i innych (dla mnie!!!) jest to że jesteś, ze masz tu coś do zrobienia, choć krótko to trwa, że nie ma nad czym rozpaczać, nie ma czego się bać, bo kiedy nadejdzie ta chwila zostawiasz wszystko czego tak kurczowo do tej pory się trzymałeś - jesteś płomieniem na wietrze, kroplą deszczu w morskiej otchłani. Jeśli przyszło Ci przez większość życia walczyć z bólem to uczyń wszystko aby dostroić najmniejszą chwilę bez niego w cudowną symfonię radości, bez myślenia o tym, że kiedyś był albo niedługo wróci...Nie czekaj aż wydarzy się coś czego tylko Ty chcesz, ciesz się też tym, że innym przytrafiają się rzeczy dobre...nie musisz z niczego rezygnować, rozmyślać jak mało jest czasu i wątpić czy istnieje Bóg - wierz w niego lub nie czując jak wiele miłości jesteś w stanie okazać innym. Jeżeli masz wiarę w to co kochasz stajesz się miłością bez pojęć, zależności, intryg i układów, jeśli umiesz ją wyznać bez słów i poczuć w sercu niczego więcej Ci nie trzeba!!!
Nie rezygnuj z chęci bycia bogatym, nie rezygnuj z pragnienia do życia w komforcie tylko dlatego, że znajdzie się ktoś kto uważa, że bogactwo oznacza wyzysk innych ludzi. Możesz czynić swoje życie bogatym na różne sposoby, możesz pomagać ludziom czuć się bezpiecznie, możesz nauczyć ich wiary w siebie...Jedyne czego nie możesz zrobić to przywiązać się do tego, być niewolnikiem swojego bogactwa.
Tuż pod powierzchnią zamyślenia mam dla Was dobre nowiny, zanurzone w geście dobrej woli, splecione niczym wiklina na dzbanie pełnym dobrych intencji. Czegokolwiek dziś nie usłyszycie i nie zobaczycie niech dobry duch czuwa nad Wami. Jeśli jesteście w pracy i to czytacie to pomyślcie o swoich koleżankach i kolegach bez złości, zazdrości i zażenowania; dajcie im odczuć swoje dobre intencje, przebaczenie - zwolnijcie oddech, niech bicie serca Waszego do Was dotrze. Liczcie powoli choć przez minutę. Dajcie się unieść na dziesięć minut spokojnej melodii otoczenia, zrzućcie ciężar hałasu na przyjemność słuchania. Przez zamknięte powieki słychać lepiej dźwięk tramwaju, kroki przechodniów, rozmowy bez treści za ścianą. Jeśli możecie wyjdźcie po prostu na zewnątrz,niech każdy oddech stanie się krokiem naprzód, liczcie je, ale tylko do dziesięciu i wciąż od nowa. Taka utrata poczucia czasu sprawia, że można lepiej smakować życie, zatopić się w wieczność przed parę minut. Wielu z Was jest na pewno w trudnej sytuacji, boryka się z problemami, ma zmartwienia...Lecz nic tak nie uleczy schorowanej duszy niż przywołanie ciepłych uczuć, telefon do matki czy ojca, których odsunęliście w natłoku spraw i codziennej bieganinie. Możecie nawet pomyśleć o swoim ukochanym psie czy chomiku, odświeżyć dawno zapomniane kwiaty z parapetu; istotne jest by w danej chwili odczuwać przyjemność, współczucie i oddanie. Nawet jeśli gotujecie obiad dajcie temu wyraz idąc na bazar po świeże warzywa zamiast polać wrzątkiem chińską zupkę. W czasie przerwy na lunch (jakie to dziwne słowo) razem z kolegami przestań na chwilę bełkotać o pracy, wyjdź z zamknietego kręgu czynienia tego samego, uczyń coś przewrotnie innego niż zawsze. Zapomij o laptopie, komórce, papierach, kierownikach i planach do wyrobienia(Umysł oczyści nawet sprzatanie biurka, ułóż wszystko tak aby było dla Ciebie widoczne i jasne w hierarchii ważności). A cóż to dopiero za frajda uczynić coś dla siebie wieczorem, po pracy...
Kiedy wdepniecie w porzuconą przez kogoś gumę trudno się jej pozbyć :). Świadmość posiadania myśli to dopiero początek skomplikowanego procesu, ujarzmianie byka, który z rykiem wydostał się z potrzasku. Jedna destrukcyjna myśl rozniecona kopytami szaleństwa rodzi następną...w końcu dostajesz na "gwiazdkę" prezent - płyta Cohena z brzytwą w pudełku. Kiedy dosiądziesz ten abstrakcyjny rydwan szaleństwa masz ochotę wrzeszczeć, płakać i prosić o litość; w zamian jednak masz otwarte usta, ślina Ci kapie i nic nie widzisz przez załzawione oczy. Wtedy smiało możesz udać się do psychiatry. Jest jednak o wiele bardziej skomplikowana odmiana szaleństwa, fobii, neurozy - myśl pojedyńcza. Przybiera formę znamiona, stygmatu, jej obecność wpływa bezpośrednio na kreację rzeczywistości; wszystko jest jej podporządkowane. Wywołana przez nią reakcja chemiczna zmienia wygląd, sposób zachowania, zmienia świat niekoniecznie na lepsze. Mam również zaszczyt przedstawić myśl błykotliwą, właściwie przebłysk myślowy, uwarunkowanie stworzone we łbie przez lata rytulnych uścisków zewnętrznego środowiska zwanego najbliższym otoczeniem. Stereotyp tej myśli zawarty jest w kulturze złych wydarzeń, które stanowią o historycznej prawdzie narodu nie mogącego w żaden sposób przełamać bariery zwykłego uśmiechu do spotkanego na ulicy człowieka. Przyjmowane z ulgą narzekania na wszystko i wszystkich dają gwarancję bycia częścią społeczeństwa, które tylko w chwilach tragedii wie, że jest narodem.
Zastanawia mnie rytualność niedzielnego sumowania, napisanie czegokolwiek na ten temat okupione jest strachem przed dyskryminacją, spowalnia mój zapał wypowiedzi...ale może nie ma czego się bać? Oto kolejna fobia - strach przed rytualnym przypodobaniem się innym, istnienia w grupie, która bez pardonu stawia kolejne krzyże na drodze wspólnoty mocno podzielonej. Najbardziej zaawansowaną formą marketingu duchowego i zarazem najbardziej skuteczną jest kierowanie ludzką świadomością tak aby w podświadomości pojawiły się nawyki prowadzące do uczynienia z człowieka beznadziejnego narzędzia; zdolnego jedynie w poczuciu winy objawić swoje słabości. Katalog a raczej dekalog słabości jest jasny i zrozumiały w swoim przekazie i jako pokutę wyznacza słuchanie melodii miedzianego bożka, czasem też szelest papierowych wizerunków. Literatura też znajduje wytłumaczenie dla bestialskich mordów i polowań na zagubione dusze, wszelkie przejawy przemocy to nauka, która ma za zadanie dokonać duchowej chłosty za rzeczy równie iluzoryczne jak w to co trzeba wierzyć. W tym duchowym zapatrzeniu należy zaprogramować rozum na dawanie, oddawanie, a jeśli rozum dojrzewa i zaczyna myśleć należy wniknąć głębiej - do strachu przed starością i umieraniem. Obietnica bez pokrycia w obliczu strachu staje się rzeczywistością, wizją o szerokim spektrum prawdopodobieństwa. Nawet jeśli nie przerazi nas starość i perpektywa śmierci zawsze znajdzie się źródło, początek wszystkiego gdzie bezwiednie dokona się wiwisekcja umysłu aż do momentu zrozumienia, że życie nie zaczyna się w niedzielę.
Dlaczego istnieją takie rzeczy, czemu to właśnie na mnie trafiło? Trzy fobie w jednej, prawie nieuleczalne: nie czytam autorek, nie pozwalam czytać jeszcze nie przeczytanych przeze mnie książek i nie pożyczam książek, chyba , że utracą swoją moc.
Od wielu lat próbowałem zmiany swojego nastawienia, szukałem rozwiązań czytając na siłę i przez ponad 30 lat udało mi się przeczytać jedną książkę napisaną kobiecą dłonią - "Ono". Zastanawia mnie czy nie jest to przejaw, odmiana, jakiegoś płciowego rasizmu?
Ta literatura tkwi w jednym worku, zaprawiona melancholijnie uczuciowym tragizmem, zaczyna się i kończy tak samo, spaja tylko powierzchnię uczuć bez oddawania ich głębi. Prowadzi to do konfliktów wewnętrznych owładniętych jedynie nawykowym marudzeniem, powtarzalnością i schematem macierzyństwa, uwikłaniem w powierzchowny konflikt interesów damsko-męskich.
Środkiem przekazu nie jest tu język pisany, a przekład fal uczuciowo mentalnych wyrażonych w formie znaków. Być może to oznaka czegoś do czego nie dorośli mężczyźni?
Trudno jest się dzielić, ale najtrudniej jest pozwolić się "ograbić" z własnych tajemnic zanim będą należały do nas - tak tylko potrafię wytłumaczyć wyrzucanie książki, która sam kupię i gdzieś przypadkiem dotknie ją inna niż moja dłoń, a oko dojrzy jej treść. Wtedy palę ją symbolicznie.
Kiedy ktoś prosi bym pożyczył mu książkę zamieniam się w szpiega, badam teren i likwiduję w nim chęć jej zdobycia...mam ochotę wykonać psi gest zakopania cennej zdobyczy. To chyba nie jest normalne, tak płytko traktować poważny świat literatury, pozbawionej kobiecych uczuć, odizolowanej przkonaniem, że nic dobrego nie może z tego być. Można to porównać do życia w zgodzie z naturą, że tylko kobieta może być matką i tego nic nie zmieni, bez względu na to jak bardzo chcemy ją oszukać .
...w siebie i swoje marzenia, posiądźcie marzenia, którym nie oprze się żadna siła. Jeśli Wasza intencja nie czyni nikomu krzywdy spełnicie ją mając za sobą piękną przeszłość i nieograniczoną, wolną przyszłość. Strach jest ludzki, nieodzowny, ale umiejętność jego przełamywania sama w sobie jest zwycięstwem. Wytrwałość jest Wam potrzebna do postawienia pierwszego kroku, nie stójcie w miejscu, zmieniajcie przyzwyczajenia, unikajcie schematów w najdrobniejszych szczegółach aby dokonać zmian całego życia. Jeżeli robicie to czego nie chcecie miejcie odwagę powiedzieć to na głos, nie wierzcie w gadanie "czasem inaczej się nie da". Być może kiedyś nawet w najśmielszych marzeniach nie mieliście odwagi przyznać , że coś może być naprawdę Wasze, ale Wasze jest wszystko: uczucia, pragnienia, praca, dom, samochód...i nawet jeśli jeszcze tego nie macie fizycznie to tylko dlatego, że Wasze umysły odtrącają prawdę o sile marzeń. Wyrzeknijcie się słów bez pokrycia, unikajcie wyrażeń, ktore już same w sobie stwarzają przeszkody; to umysł buduje ten mur stereotypów, rzeczy nieosiągalnych. Bądźcie wdzięczni za drobiazgi, za gest , słowo, dobry uczynek; wdzięczność nie przejawia się tylko słowem, wdzięczność musicie nosić w sercu....
Może jeszcze kiedyś tu wrócę? tak mi sie teraz to przypomniało. W natłoku wszelkich dobrych rzeczy odeszła ze mnie zaduma i zamyślenie. Pamięć o Was i o Waszym pisaniu nigdy się nie zatrze. Miło jest mieć świadomość, że ktoś kiedyś wyczytał kawałek z ludzkiej duszy; podarował miłe słowo - w myślach przytulił do serca. Nie jest ważne czy się widzimy, czy nie, nie jest ważne czy ktoś to nawet pochwali lub zgani...Cudem moi Drodzy, przekorni i wierni czytacze jest Wasze, Nasze istnienie. Jeśli w pogoni za tym co dziś Wam się wydaje najważniejsze spotka Was mała chwila zadumy to pomyślcie jak pięknie , że tu jesteście...Jak dobrze było choć przez chwilę posiadać bliskich, stąpać po ziemi i cieszyć się słońcem, jak cudownie usłyszeć każdy dźwięk z osobna by złożyć to w symfonię życia. Często "zmieniając poziomy" w świadomości można dostrzec jak mało jest czasu na wszystko, a kiedy indziej czas zdaje się przystawać na wieczność...Im więcej w Waszych sercach chęci tworzenia, dawania, dzielenia się, tym większe bogactwo Was czeka(nawet malkontent ma szansę pozostać przez chwilę szczęsliwy)...Oby Wam się wiodło!!!!!!!!!!
"Nie ma znaczenia czy malujesz, rzeźbisz, czy robisz buty; nie ważne czy jesteś ogrodnikiem, farmerem, rybakiem czy cieślą. Jedyne co ma znaczenie, to czy wkładasz swoją duszę w to co robisz. Jeśli tak, zawsze to, co tworzysz będzie miało w sobie odrobinę boskości"
Osho
Bądźcie świadomi każdej czynności, dajcie się ponieść przyjemności tworzenia a sens życia odnajdzie się sam, bez wysiłku. Gdy czas przestaje mieć znaczenie w tym co robisz pojawia się bezkres, bezgraniczność Ciebie; tak rodzi się miłość, która pozbawi Cię strachu przed tym co nieznane.
W Waszych sercach jest to, co najlepsze. Kiedy robicie coś ważnego musicie zdawać sobie sprawę, że nie wszystko da się od razu ogarnąć; czasem kurczowe trzymanie się wzorców może ograniczać. Doskonałość to tylko pojęcie, to cel, ale liczy się każda próba dążenia do niego. Trzeba zajrzeć w głąb siebie i porozmawiać szczerze ze sobą, czy to co robicie jest tym czego pragniecie. Możecie się z tym nie zgadzać przywołując w myślach rzeczy, których wykonywanie jest niezbędne nawet jeśli to nie zgadza z naszym wewnętrznym przekonaniem; zatem jeśli macie pracę, która nie sprawia Wam satysfakcji, żyjecie w związku, który Was ogranicza albo też mówicie coś wbrew własnym poglądom to możecie potraktować te odruchy jako etap, przerywnik w poszukiwaniu właściwego celu. Każde z tych "negatywnych" doświadczeń może być kluczem do odnalezienia sensu tego co naprawdę czyni Was wolnymi. Dlatego też tyle pieję o prostych sprawach, czynnościach, rzeczach aby im poświęcić uwagę, która sprawi, że nigdy nie zapomnicie o sobie, nie zatracicie własnej tożsamości, nie będziecie w innych widzieli wrogów a przyjaciół. Najlepiej można to zobrazować rysując koło, to bardzo książkowa metoda, ale właśnie najlepiej oddaje to Waszą pozycję w "strefie komfortu". Punkt centralny tego okręgu to Wy, wszystko co w najbliższym otoczeniu to Wasze codzienne sprawy, dom, rodzina, zmartwienia, codzienne czynności. Żeby zapomnieć o monotonii, powtarzalności musicie narysować jeszcze jedno koło, większe od poprzedniego i umieścić tam swoje marzenia, pragnienia, tęsknoty. Napiszcie je, wyraźcie tam swoje najskrytsze uczucia, wysilcie swoją wyobraźnię a na pewno znajdzie się tam sporo rzeczy, które zawsze chcieliście mieć, robić, kim chcecie być. Nie można się tego wstydzić, przecież to o Was chodzi. Wiem jak fajnie jest uciec do pierwszego koła, pachnie stabilizacją, umiarem, spokojem, normalnym życiem, powtarzalnością. Uczyńcie to jednak dla siebie i choć raz zróbcie coś spoza tej najbliższej strefy, mały kroczek, najprostsze z marzeń, cokolwiek to jest... Macie ochotę nacieszyć się posiadaniem nowego auta, ale nie macie na to pieniędzy, oglądacie tylko prospekty, magazyny motoryzacyjne, rozmawiacie o tym często. Wiecie co? Zapiszcie się na jazdę próbną, jeśli jest taka możliwość, poszukajcie osób, które mają takie auta, idźcie do salonu i usiądźcie w nim, zacznijcie od czegoś małego. Niech to nie będzie śmieszne, bo nie mogę, ponieważ mnie na to nie stać, nikt mi na to nie pozwoli...i nie wpadajcie w panikę czynienia wszystkiego od razu. Nie rezygnujcie proszę w połowie drogi, bo ktoś Wam powiedział, że jesteście szurnięci albo myślicie tylko o niebieskich migdałach...to Wasze życie, Wasz wybór. Każde marzenie jest warte Waszych uczuć, niech tylko nie ma znamion łażenia po trupach, niech nie krzywdzi innych, a jego spełnienie będzie krokiem ku doskonałości...
Nie ma się co rozpisywać o długiej przerwie, bo była długa. Wczoraj napisałem tekst, który się nie zapisał, wyjaśniał tajemnice wiary, niekoniecznie opartej na tej jednej i słusznej.
Zabrnęliśmy w kłamstwie tak daleko, że nie wiemy kiedy skończyła się prawda o nas samych. Czego to dotyczy? Wszystkiego! Żyjemy w świecie, który od lat robi wszystko, by zawładnąć naszymi duszami, omamić i wykorzystać bez reszty. Wydaje się miliony na badania, które mają służyć temu aby hipnotyzować, odwracać uwagę, prowadzić tam, gdzie chcą tego inni. Nawet półki w supermarketach ustawia się tak żeby sprzedać o jeden bubel więcej, aż duży procent rzeczy niepotrzebnych znajdzie się w koszyku. Do samej kasy włącznie jesteśmy hipnotyzowani, potem płacimy kartą, magicznym pieniądzem, który stworzono dla naszej "wygody", a w rzeczywistości to jeszcze jeden element manipulacji, by wyciągnąć kolejne pieniądze. Kryzys, stagnacja, pandemia czy symbole nowych wirusów to pojęcia - tryby wywołujące u nas oczekiwane reakcje. Patrząc nawet na metodykę nauki w szkole przez zdawanie testów i zmuszenie do "niemyślenia" stajemy się od początku "kreatywnie" ukierunkowani na to co i jak mamy myśleć. Dawniej w trakcie analizy lektury zadawano nam pytanie:"co autor miał na myśli?". Przepraszam, ale tylko jedno ciśnie mi się na usta...Niech jednak zostanie to wykropkowane. Do głowy przychodzi mi Orwell, który pojawił się w lekturach szkolnych w dziwnym momencie. Dziś, kiedy nie ma czego obalać, bo wszystko leży dorobiliśmy się elektronicznych podpisów i dowodów osobistych z chipami. Wracając do szkolnego pytania to tak naprawdę wielu z tych autorów może i pisało z patriotycznych pobudek, ale głównie dlatego, że po prostu byli pisarzami, ludźmi potrzebującymi kasy na kolejne środki pobudzające ich twórczość. Zatem interpretacja nawalonego Mickiewicza czy Słowackiego to kolejna potrzeba czasów ułożona przez małe grono ludzi. Tak też na potrzeby współczesności powstali CELEBRYCI. Gdy patrzę na gazetniki kioskowe odnoszę wrażenie, że grzebie im się w spodniach, bo ludzie lubią grzebać w spodniach, a oni w zamian dostarczają nam uciechy chodzenia i bez nich. Bo kim jest rozebrany Kowalski bez firanek w kuchni czy pokoju? To tylko Kowalski(przepraszam wszystkich Kowalskich). Żeby nie przedłużać; potrzeba nam prostoty wyrażania myśli, uczuć, gestów. Kiedy chcemy być przez innych dostrzeżeni, zrozumiali musimy "otrzepać się" z tego kurzu zagmatwania jaki towarzyszy nam na co dzień. Ludzie ze sobą nie rozmawiają, więcej załatwią spraw przez telefon, sms, mail. Wiem wszystko idzie do przodu, ale dla zachowania ludzkiego pierwiastka bytowania w normalnym, istniejącym (coraz częściej) jedynie w naszej pamięci świecie musimy dobierać słowa w prosty sposób.
W prostych słowach życzę Wam Pięknego i Udanego Dnia.
Wracam z mroźnego spaceru, wziąłem ze sobą wymyślonego psa i poszedłem; trząsł się na tym mrozie jak osika. Proste rzeczy zabierają nam mniej czasu, nie zwracamy na nie uwagi, ponieważ przez lata ćwiczeń weszły w zakres naszego instynktu zachowań - pociąga nas coś bardziej wyszukanego. Jednak każda rzecz, nawet najbardziej skomplikowana musiała kiedyś wyjść ze źródła prostoty, zwyczajności. Teraz kiedy okazuje się być banałem nie zajmuje naszej świadomości; po prostu istnieje.
Przyleganie...
Kiedy skupimy się na czymś, co nas pochłania bez reszty tracimy z oczu wszystko inne, choć nasza podzielność uwagi czasem wydaje nam się darem to zawsze znajdzie się coś, czemu nie potrafimy się oprzeć. Tancerz zaangażowany w to co robi w pewnym momencie staje się tańcem; w chwili, gdy znika osoba odchodzą problemy, czas nie istnieje, zaciera się podział pomiędzy przeszłością a przyszłością. Nie możemy jednak wiecznie tkwić w tym stanie, bo nasz organizm nie poradzi sobie z tak ogromnym wysiłkiem, ale co przeżyliśmy to nasze. Próbując podzielić się z kimś naszymi wrażeniami z tego procesu zaczynamy dobierać słowa, ale każde z nich nie jest w stanie opisać i wyrazić naszych uczuć. Można to nazwać ekstazą, uniesieniem, rozkoszą a i tak nic nam to nie da - przylgnęło do nas coś niewyobrażalnego.
Spojrzenie dziecka
To jak potrafi się wybrudzić mały dzieciak w trakcie jedzenia przekracza wszelkie granice wyobraźni. W jaki sposób ketchup może znaleźć się w rękawie albo czekolada na czole pozostanie słodką tajemnicą każdego brzdąca? Jednak sposób w jaki potrafią postrzegać wszystko dookoła budzi podziw największych umysłów. Widzenie rzeczy z wiekiem nie przybiera formy wglądu tylko przyzwyczajenia, nawyku. Nie piszę tu o rozprawach filozoficznych na temat kształtu krzesła albo tym podobnych bzdur. Dlaczego dzieciakom przypisuje się łatkę pod nazwą "okrucieństwo"?. Ponieważ w linii prostej okazują to co widzą u swoich wychowawców i nazywają to po imieniu.
Świat dorosłych.
Dorosłość to granice, lejce, hamulce i przebiegłość. Prostota kojarzy się z prostactwem. (Patrz poprzednia notka - wcale tak być nie musi). Samodzielnie potrafimy wprowadzić się w rolę, wyuczyć się doskonale udawania, szukać wyjścia w podstępie, oszczerstwach i kłamstwach; wymyślamy sobie życie, w którym nie potrafimy się odnaleźć. Przylepiamy sobie łatki, medale, z wiekiem nadajemy sobie status wszechwiedzących ignorując młode pokolenia. Ta cała machina podzieliła ludzi na kategorie, statusy, religie i nacje. Skomplikowało się to wszystko; kto tu w tym wszystkim ma racje, skoro walcząc z globalnym ociepleniem trafia nam się zima powyżej -20 stopni? Tu chyba chodzi o jakiś biznes, interes małej grupki ludzi, którym jest na rękę wodzić innych za nos.
I jadąc do pracy lub z pracy słuchamy tego wszystkiego, brodzimy po skali informacji jak marionetki na sznurkach, skupiamy uwagę na śmietniku z eteru angażując w to znajomych, swoje rodziny. Znika nam z oczu wiele naszych ważnych spraw. Rozmowa z żoną, z dziećmi(dajmy im ten komputer, będzie chwila spokoju), wysłanie kartki na święta to już nie wydarzenie(teraz są maile, sms-y). Co gorsza przy tak dużej ilości zabawek, błyskotek jesteśmy często znudzeni, rozkojarzeni, nie śpimy po nocach bo mamy dylematy naszych serialowych bohaterów w głowach. C.D.N.
Pozdrawiam Was i Wasze dziecięce marzenia, które kiedyś się spełnią!!!
Ostatnio w kolejce zagadnął mnie starszy pan w wieku 82 lat. Ten jego monolog można streścić jednym zdaniem: przez te 82 lata nie zaznał radości. Lecz pośród tej słownej tyrady wypowiedział więcej pozytywnych zdań niż był sobie w stanie uświadomić. Mówił, że nie musi używać laski, aby się poruszać, ma własne mieszkanie i wnuki często go odwiedzają, sam robi zakupy i dba o siebie bez oglądania się na innych. Przeżył te 82 lata bez większych chorób i może jeść 3 czekolady dziennie a nawet kilograma nie przybierze na wadze. Te wszystkie słowa zostały wplecione w wątek straszliwie ubogiego poziomu życia w naszym kraju. Prawie mnie przekonał i po moim: "życzę miłego dnia" pomyślałem, co powiedziałby mieszkaniec Haiti, dziecko z Etiopii albo mieszkaniec Bagdadu? Wniosek: naszym narodowym sportem powinno być narzekanie.
Bez względu na to jak bardzo brakuje Wam sił (Witam Panią!!!) i jak długo nic nie idzie po Waszej myśli możecie wyrobić w sobie lekkość bytu, która zmieni spojrzenie na wszystko. W codziennym nawale obowiązków możecie znaleźć motyw, który sprawi, że po chwili śmiertelnej powagi, zadumania nad własnym (i kraju) losem będziecie mogli się uśmiechnąć i poczuć napływającą z każdej strony radość. Wracam do tego jak bumerang, ale naprawdę jeśli chcecie coś zmienić w swoim życiu musicie, tak musicie zweryfikować poglądy negatywne, i tak jak macie zdolności "marudzenia" i użalania się nad własnym losem tak też możecie poćwiczyć radość na przyszłość; możecie sprawić tym, że pojawi się znikąd. Z wiekiem zjadamy własny rozum i wszystko wiemy lepiej, ale tak naprawdę nie potrafimy pogodzić się z tym, że wraz upływającym czasem kostnieje też nasz umysł. Aby tego uniknąć powinniśmy szukać radości w sobie, zamienić melancholię na uśmiech do własnych, pozytywnych wrażeń; często mijając ludzi na ulicy można zauważyć jak uśmiechają się do własnych myśli i czy chcemy czy nie u nas też to wywołuje uśmiech na twarzy. Czyż to nie jest przykre, że uśmiech przypadkowej osoby napotkanej na ulicy, siłą naszych przyzwyczajeń odczytujemy jako szyderstwo skierowane do nas?
Ktoś może się doczepić, że bezcelowym jest tworzenie fałszywie radosnej atmosfery i udawanie, ale w ilu sprawach potrafimy udawać, wymyślamy sytuacje aby zobaczyć reakcje drugiej strony, wpłynąć na daną osobę. Jesteśmy przebiegli jeśli czegoś chcemy, zatem dlaczego nie umiemy być lisami wobec własnej natury?
Uśmiech czy dobre słowo tak naprawdę nic nas nie kosztuję, kiedy robimy to spontanicznie jesteśmy prawdziwi, ludzie są nam bliżsi, a i my wykazujemy się szczerością. Wtedy życie staje się łatwiejsze, mamy więcej siły, pragniemy zmian, pójścia do przodu, przestajemy się bać...
Zatem proszę o uśmiech przy goleniu, w trakcie upiększania, kąpieli. Sprawcie sobie małą przyjemność (proszę nie mieć dziwnych myśli) włączając ulubioną muzykę, która wprowadzi Was w dobry nastrój, zadzwońcie do kogoś z kim rozmowa dodaje Wam otuchy, idźcie na spacer, pójdźcie do kina, jeśli nawet nie dla filmu to dla przyjemności spędzenia czasu z ukochaną osobą. Porozmawiajcie z dzieckiem o jego marzeniach bez osądzania tych pragnień, spójrzcie ile w tym entuzjazmy, ciekawości świata, spontaniczności i miejcie radość w sercu, że komuś możecie pomóc!!!
Pozdrawiam radośnie za możliwość podzielenia tym z Wami.
Tracić czas na zamartwianie się pomyśl, że dzięki Twojej dobrej dyspozycji ktoś może poczuć się szczęśliwy. Obdarowując go życzliwością, uśmiechem, dobrym słowem, nawet jeżeli nie do końca jest to prawdą sprawisz, że będzie inaczej traktował Ciebie i innych ludzi.Nigdy nie myśl źle o sobie, w znaczeniu wiecznego straceńca i pechowca. Jesteś postrzegany przez otoczenie przez pryzmat własnych myśli, które kreują Twoje zachowanie a nawet wygląd. Nie lepiej się czujesz tuż po kąpieli, ogolony, ze zdrowym i trzeźwym spojrzeniem niż jak łapserdak, obszarpaniec i niechluj.
Dlatego też...
Prostota postrzegania nie stanowi o prostactwie, lecz o wglądzie. Aż wstyd się przyznać, że kiedyś przytulenie przez osobę chorą, dotkniętą zespołem Downa nie mieściło się w moim światopoglądzie. Spójrzcie jak małe dzieci lgną do dziadków, bez zahamowań potrafią pójść w ich objęcia, a starsi ludzie przyjmują to z wdzięcznością, bo teraz już nikt w ten sposób nie okazuje im uczuć, ciepła. Kiedyś każdy z nas osiągnie pewien wiek i w głębokim fotelu zatęskni za drobnym gestem, staniemy się niesprawni, już nie tak szybcy, choć nasz umysł będzie mówił co innego...Dostrzeganie brzydoty jest ważne, ale BRZYDOTA podstępu, zawiści,zazdrości, ludzkiej głupoty, występku powinna być wytykaną, pokazywaną i obnażaną. Cóż to znaczy być ładniejszym, lepszym, szybszym, mistrzem? Wszyscy zasługujemy na miano wyjątkowych, bo dzielimy ten sam los, nasz koniec wygląda tak samo...i nikt nie może nad tym zapanować.
Zatem...
Dlaczego nie być bogatymi skoro mamy na to ochotę, nawet jeśli teraz tego nie czujemy? Dlaczego nie możemy cieszyć się z własnych ciał mimo, że mamy parę kilo za dużo? Skoro jesteśmy czymś zmęczeni czemu tego nie przerwiemy, by poczuć się lepiej choć przez chwilę? Korzystaj z tego czego nigdy do tej pory nie doświadczyłeś, bo nie wiadomo czy jakieś "potem" będzie. Tyle spraw jest przez każdego z nas odkładanych na "potem", tyle słów utkwiło nam w gardle, ponieważ nie było odpowiedniego momentu, dobrej chwili, ktoś nam przeszkodził...Nie czekaj ze słowem KOCHAM, bo możesz zapomnieć jak to jest...
Zastąp słowo "CIEĆ" słowem "DOZORCA", "GOSPODARZ DOMU". On dba o miejsce, w którym mieszkasz, a jeśli ma z tym problem to wiedz, że to tylko człowiek. Słowa jakimi się posługujesz też są wyrazem Twoich myśli, zatem zmień sposób ich wyrażania a zmieni się Twój świat...Skoro jesteś stworzony do "wyższych celów" musisz dostrzegać drobiazgi i cieszyć się nimi jak czymś wielkim. Ocean zaczyna od jednej kropli...
A niech będzie...cytat:
"Nie pytaj siebie, czego potrzebuje świat. Zapytaj się, co dodaje Ci sił, i podążaj za tym. Bo tego właśnie świat potrzebuje, ludzi, którzy są pełni sił." - Howard Thurman
Pozdrawiam
Wszystkich z tych wcieleń, co tu...
Osho 713
P.S. O pięknie Kobiet trochę później i w nieco innej formie.
Posługuję się cytatami, ponieważ na razie nie mam czasu na pisanie, ale mam nadzieję, że to w czymś komuś i tak pomoże. Kiedyś pisząc pracę na obronie dyplomu zapytałem naiwnie promotora, czy mam pisać własnymi słowami, a on odpowiedział, że ja nic nowego w tej kwestii nie wymyślę, to już zostało wymyślone, proszę pisać tylko skąd pan czerpał i dokładnie przytoczyć bibliografię.
Zatem, każda nowa myśl, którą macie w swojej głowie kiedyś już istniała, wystarczy jej jedynie nadać sens czując jej pozytywne efekty; zmieniajcie to co możecie zmienić, czujcie to co możecie poczuć i nie przejmujcie się tym co niezmienne.
"Jesteśmy całkowitą sumą naszych doświadczeń - można powiedzieć, że obciąża nas nasza przeszłość. Wystarczy dobrze się zastanowić, aby zdać sobie sprawę, że zawsze, gdy odczuwamy strach lub stres, ich przyczyną jest wspomnienie."
MORRNAH SIMEONA
Pozdrawiam Was serdecznie na to i następne wcielenie.
"Jeżeli dziś rano obudziłeś się bardziej zdrowy niż chory, jesteś większym szczęsliwcem niż milion ludzi, którym nie uda się dożyć końca tego tygodnia.
Jeżeli w Twojej lodówce jest jedzenie, masz się w co ubrać, gdzie mieszkać i spać, jesteś bogatszy niż 75 procent ludzi na świecie.
Jeżeli masz pieniądze w banku lub portfelu, należysz do 8 procent najbogatszych ludzi na świecie.
Jeżeli chodzisz z podniesioną głową, masz uśmiech na twarzy i jesteś naprawdę wdzięczny za wszystko, co posiadasz, jesteś szczęśliwcem, ponieważ większość ludzi tego nie robi, mimo że by mogła."
Autor nieznany
Masz nieograniczone możliwości, wszystko zależy od Twojego nastawienia.
Przeprowadzono kiedyś doświadczenie polegające na umieszczeniu gromady pcheł w przezroczystym pudełku, które od góry zostało zamknięte. Te małe stworzonka jak wiadomo z natury uwielbiają podskakiwać i próbując się wydostać z pudełka taranowały pokrywę ile sił. Jednak po pewnym czasie tracąc sporo energii rezygnowały ze swych akrobacji. Po zdjęciu pokrywy pchły znów rytmicznie przystąpiły do pracy, ale tym razem nauczone poprzednim doświadczeniem podskakiwały jedynie do krawędzi pudełka. Dla nich pokrywka dalej tam była. Takie przykłady zachowań można mnożyć, a jak jest z ludźmi?
Doświadczenie.
Większość naszych zachowań z dzieciństwa przenosi się na dorosłe życie, trzeba wiele wysiłku i czasu, aby duchy z naszej dziecięcej sypialni wyparowały. Z biegiem czasu zdobywamy własne przekonania i poglądy, które w zależności od okoliczności i przeżyć weryfikujemy. Nasza pierwotna natura z naszymi zmysłami, pięcioma albo sześcioma, z instynktem samozachowawczym pozostaje niezmienna. Na skali barw mamy "czarne" albo "białe", niektórzy widzą "szare", jeszcze innym dokucza daltonizm. Zawsze jednak potrafimy wyznaczyć sobie pewne granice, których przekroczenie wydaje nam się nierealne.
Dlaczego jednak...?
...są wśród nas tacy, którym granice tylko przeszkadzają, coś pcha ich wciąż do przodu i chcą czegoś więcej niż mają. Potrafią zaryzykować wszystko, by się dowiedzieć, zrozumieć, okiełznać. (Istnieje jeszcze jedna granica, którą należy jednak wziąć pod uwagę. To ludzka głupota - w przyrodzie występuje dość często i zazwyczaj kończy się tragicznie.) Mnie jednak chodzi o pokazanie skali na jakiej poruszają się ludzie spełnieni życiowo od tych, którym najbardziej "pasuje" rola nieudacznika. Co musi się wydarzyć w życiu Kowalskiego, aby zdjął nogi z pufy, przestał gapić się w telewizor i narzekać, że w tym kraju nic dobrego człowieka nie może spotkać? Kiedy on siedzi z piwskiem w dłoni ktoś inny z mozołem próbuje się dowiedzieć jak ulepszyć życie niepełnosprawnym, a przy tym może zarobić na lepszy dom. Być może zabierze ten majątek potem do grobu, ale jednak póki żyje stara się wypełniać to co do niego należy jak najlepiej.
Łamanie przyzwyczajeń.
Pewne nawyki są nam potrzebne, a nawet pożyteczne jeżeli nie wpędzają nas w zgubną rutynę. W tym jak traktujemy nasze obowiązki powinna jeszcze znaleźć się wrażliwość i zrozumienie dla innych oraz pewien dystans do samych siebie. Posiadanie pewności może dotyczyć tylko jednego - nieuchronności śmierci, choć są i tacy, którzy próbują ten pogląd podważyć.:) Obawy jakie nam towarzyszą bardzo często są naszym i tylko naszym wymysłem, wymówką żeby czegoś nie zrobić, bo może zrobią to za nas inni. To "wygodnictwo" do niczego nie prowadzi, ponieważ wtedy na skali barw wypadamy "szaro".
Tak jak do tej pory zdarzało się Wam poczuć beznadziejność sytuacji tak i teraz możecie zawładnąć swoim losem, poczuć, że tętni w Was życie. Trzeba tylko odrobiny siły woli, aby nadać sens temu, co wydaje się Wam dziś nieosiągalne. Odrzućcie uprzedzenia, że może się Wam nie udać, uwierzcie w swoją wartość i myślcie o rzeczach, które sprawiają Wam przyjemność. Jeśli posiadacie jakąś pasję to niech Was nic od niej nie odciąga, nie odkładajcie swoich marzeń na lepsze czasy, bo przez to nigdy nie nadejdą. Jeśli pragniesz miłości, bycia kochanym, to sam(-a) pokochaj i trwaj w tym uczuciu jak najdłużej aż ktoś to zauważy. Ludziom smutnym i pokazującym swój smutek na zewnątrz nie daje się szansy na bycie w otoczeniu ludzi zadowolonych, ponieważ nikt świadomie nie lubi przygnębienia. Nawet jeśli teraz nie czujesz miłości, nie jesteś radosny, masz problemy w pracy, w finansach to możesz "na siłę" myśleć, że jest inaczej. Popatrz w lustro i "sprzedaj" uśmiech samemu sobie. Nie chodzi tu o to, żeby nie płacić rat kredytu za mieszkanie bo ich nie ma, one są, ale zmień nastawienie, że nie płacisz ich pod przymusem, ale z własnej woli, zobowiązałeś się, więc dotrzymaj słowa; ustal sam ze sobą, co jest ważne w pierwszej kolejności i zrób to co należy.Przyglądaj się radości innych, obserwuj zwierzaki w zabawie, zmień towarzystwo, w którym się obracasz, a jeśli nie możesz to zmień nastawienia do towarzystwa, pomyśl, że jeśli sprawiali Ci czymś do tej pory przykrość to teraz już nie są w stanie, ponieważ Ciebie nie można obrazić. Wytrąć ich z równowagi swoim dobrym nastawieniem, łagodnością. Jeżeli nosisz w duszy jakiś ciężar, pokłóciłeś się z żoną, rodziną i nie daje Ci to spokoju, to dlaczego nie zmienisz tego już teraz. Idź z prądem, nie pod prąd; pozostań sobą, nie musisz z tego rezygnować. Dlaczego to ja mam przepraszać? A dlaczego nie, spójrz jak rośnie w Tobie poczucie satysfakcji, że właśnie Ty możesz uleczyć całą sytuację. Łatwiej jest wytykać błędy innym niż przyznać się do własnego, ale jeżeli chcesz być wiarygodny dla otoczenia to lepiej uderz się w piersi i przyznaj, że przegiąłeś. Jeśli Ty stałeś się ofiarą niesprawiedliwości to naucz się wybaczać, ale nie tak: "ja pan i władca ułaskawiam cię, bo nie wiesz, co czynisz"; trzeba to zrobić w sercu!
Nieznośna lekkość bytu raz jeszcze.
Skoro była mowa o pieniądzach to warto napomknąć, że ich wartość zależy od naszego nastawienia( o tym już pisałem). Proście wciąż o więcej, ale wymagajcie przede wszystkim od siebie. Jeśli macie pomysł na biznes to nie rezygnujcie, bo ktoś już to wymyślił,ponieważ sąsiad też to robił i splajtował. Zapewne popełnił błędy, których Wy nie musicie powtarzać, dowiedzcie się więcej na dany temat, szukajcie przykładów wśród tych, którym się udało. I nie czekajcie zbyt długo, nie bójcie się błędów, ponieważ one nie zdarzają się tylko tym, którzy nic nie robią i nic nie mają. Niech pieniądz będzie dla Was źródłem satysfakcji, ale nie przywiązania; kiedy się pojawia i zaczyna Tobą rządzić, stajesz się chciwy i tym szybciej Cię upodli, to ma być pasja ich posiadania a nie nadmiaru gromadzenia. Rodzisz się goły i umierasz goły. Tracąc majątek, co tak naprawdę tracisz? Przywiązanie do pewnych standardów, to wszystko, ale nie znaczy to, że nie możesz tego mieć z powrotem.
Wszelkie ograniczenia jakim ulegamy powstają w naszym umyśle, sami wyznaczamy sobie teren naszego działania. Musimy zdać sobie sprawę z tych ograniczeń, inaczej nigdy nie przekroczymy naszej strefy pozornego komfortu. Ale się dziś rozpędziłem....To dorzucę raz jeszcze KREDO OPTYMISTY:
Obiecaj sobie, że:
Będziesz tak silny, że nic nie zmąci Twojego spokoju ducha.
Będziesz rozmawiał o zdrowiu, szczęściu i dobrobycie z każdą osobą, którą napotkasz.
Postarasz się, żeby każdy Twój przyjaciel poczuł się wyjątkowy.
Będziesz tryskał optymizmem i szukał dobrych stron każdej sytuacji.
Będziesz zawsze myślał o najlepszym, pracował dla najlepszych i oczekiwał najlepszego.
Będziesz tak samo entuzjastyczny wobec sukcesów innych ludzi, jak wobec własnych.
Zapomnisz o błędach przeszłości i skupisz się na tym, co chcesz osiągnąć w przyszłości.
Zachowasz pogodę ducha bez względu na okoliczności i obdarzysz uśmiechem każdego, kogo spotkasz na swojej drodze.
Skupisz się na udoskonalaniu siebie tak bardzo, że nie będziesz miał już czasu na krytykowanie innych.
Będziesz zbyt pogodny, żeby się martwić, zbyt szlachetny, żeby się złościć, zbyt silny, żeby się bać, i zbyt szczęśliwy, żeby myśleć o kłopotach.
Będziesz myślał dobrze o sobie i ogłaszał ten fakt całemu światu – nie głośnymi słowami, lecz wspaniałymi czynami.
Będziesz żył w przekonaniu, że cały świat jest po Twojej stronie, jeśli tylko pozostaniesz wierny temu, co jest w Tobie najlepsze.
...ciężko żyć ze świadomością straconych chwil, przywoływanie tych pięknych staje się bolesne bo dobija nas przeświadczenie, że już nigdy nie powrócą. Poczucie beznadziejności, odrzucenia, braku tolerancji ze strony bliskich (i nie tylko) silniej niż kiedykolwiek maltretuje każdą chwilę, a jej radość jest gdzieś obok, nie w nas. Żałujemy czasem dnia naszych narodzin, błądzimy po klęsce naszych kredytów, kolejnych rat, rozstań, zawodów miłosnych, niespełnionych nadziei i oczekiwań; tracimy oddech na myśl o kolejnej nadchodzącej nie wiadomo skąd klęsce. Choroby, które czasem towarzyszą nam od początku i wloką się przez wiele lat potęgują uczucie przygnębienia, osamotnienia i bezsilności; jesteśmy jednym, wielkim huraganem myśli, czasem tak uporczywych, że jedna przez lata zamienia naszą łagodną naturę w obłęd bycia bezwzględnym psychopatą, sadystą, masochistą...i wzbiera w nas złość...
To wiedzcie,że...
...to tylko chmury, ciemniejsze lub jaśniejsze, gradowe myśli naszych rozterek, problemów, burzowe wichry poszukiwania spokoju i miłości. To, co widzimy na zewnątrz odzwierciedla wszystko kim jesteśmy w środku. Słońce jest naszym uśmiechem, radością, ciepłem naszych uczuć; jego ciepło nie rozróżnia ludzi złych, słabych, chorych, nie daje niczego więcej bogatym. Drzewo daje cień wszystkim, woda gasi pragnienie wszelkich stworzeń. Jeżeli nasze ciężkie myśli "przyczepimy" do obłoków i pozwolimy im odpłynąć obdarujemy błękitem nie tylko samych siebie. Trzeba nam wiary w samych siebie, że możemy żyć lepiej, inaczej. Możemy być wolni dzięki wolności w naszym wnętrzu, przez swobodę ukształtowaną niczym nie skrępowanym, dobrym myśleniem. Powinniśmy sobie zdać jednak sprawę, że właśnie wszelki urok naszej natury opiera się na zmienności, byciu co chwila innym. Brak humoru, czy zdrowia w danej chwili nie może trwać wiecznie - odczuwalna radość nie ma granic, nieszczęściu nadajemy moc przez nasze przyzwolenie, warunkując jego siłę istnieniem czegoś lub kogoś spoza; bo tak po prostu łatwiej znaleźć wytłumaczenie dla naszych niepowodzeń. Każdy z Nas ma prawo do błędów i słabości, lecz miejcie na uwadze, wewnętrzne piękno i niepowtarzalność innych. Do tego odkrycia można dojść dostrzegając własne, dobre strony, czując wewnętrzną radość i satysfakcję gdy nasze słowa, myśli i czyny bezinteresownie zmieniają na lepsze życie innych ludzi.
Pozdrawiam Was Bardzo Serdecznie na koniec roku w kalendarzu, ale nie koniec dobrych myśli...Teraz zabieram się do pracy.